Niuch

Kolejny raz nie mogę się nadziwić, że trzydziesta dziewiąta książka z cyklu może ciągle być taka dobra, i to nawet biorąc pod uwagę, że Pratchett pisze w kółko o tym samym. Znam licznych, którzy piszą ciągle o tym samym, a wcale poziomu nie trzymają. W dodatku to jest książka pisana przez człowieka z Alzheimerem, czego kompletnie już nie ogarniam (jakoś wielu rzeczy ostatnio nie ogarniam, ale to i dobrze, inaczej byłoby nudno na tym najlepszym z możliwych). Zamiast autora drobną wpadkę zalicza tu nasz ukochany tłumacz PWC, który najpierw Bewilderforce’a Gumptiona nazywa Sprytel, a po 100 stronach nagle wraca do angielskiej wersji nazwiska. Poczułam się mocno zbita z tropu, ale jedną wpadkę na 39 książek można wybaczyć.

Oczywiście ja muszę kochać Pratchetta, bo jego spojrzenie na świat jest moim, i prawdopodobnie kochałabym go nawet, gdyby napisał książkę telefoniczną, ale przyznaję, że „Niewidoczni akademicy” byli jednak nieco słabsi. „Niuch” nie jest. Może ma nieco przegadane dialogi, ale całą resztę ma na właściwym miejscu, w tym Vimesa, który jakoś wyrósł na najważniejszego bohatera Świata Dysku, chociaż długi czas wcale nie rokował. Dość rzec, że mam ogromną ochotę ponownie przeczytać „Straż! Straż!”, w której Vimes poznaje Sybil, bo mam wrażenie, że jej nie doceniłam. A poza tym „Niuch” to kryminał, zupełnie przyzwoity, z trupem, solidnie uzbrojonymi ludźmi, nie tylko ludźmi, a nawet przemytem narkotyków. Oraz demonem składającym zeznania. Samo życie. Aha, i jeszcze jest Mały Sam, lat prawie sześć, mocno zafascynowany produktami przemiany materii. Nie jestem pewna, co mogą o tym myśleć osoby, które nie posiadają na stanie własnych nieletnich zadających pytania typu „a jak siusiają dziewczynki, skoro nie mają siusiaka?”, ale zasadniczo to nie mój problem. Podejrzewałam nawet, że Pratchett zapewne jest dziadkiem pierwowzoru Małego Sama, ale jeśli jest, to google o tym milczy. Zresztą człowiek o takiej wyobraźni i zmyśle obserwacji nie musi koniecznie zaraz doświadczyć wszystkiego na własnej skórze.

14 Komentarze

  1. GyPsi, nikomu nie każę!

    marketa, no chyba że tak!

    małgośka, o to to!

    futrzak, mhm.

    scarbossa, etam, zabawne to są wiedźmy :P

    Y, zasadniczo znajomych, ale jeśli who za Ciebie ręczy, to możemy pogadać.

    spt, no, poniekąd. na pewno jest w tym sporo racji, ale jednak coś mnie dręczy.

    Zuzanka, jesteś jedyna. wszyscy, którzy czytali w oryginale mówią że słabszy. MUSZĘ sama sprawdzić :)

  2. Czytałam prawie całego Pratchetta w oryginale i różnica jest taka, że w oryginale jest ładniej, zgrabniej i bardziej kalamburowo, a po polsku jest zabawniej i śmieszniej. Pratchett się ładnie przekłada na nasze realia, bez straty.

  3. ja się teraz wypowiem o Nietykalnych – rychło może w czas – ale dopiero wczoraj poszłam – zachęcona między innymi przez Ciebie.

    Kino proste w przekazie jak Janko Muzykant (rolę społeczną ma spełnić uczłowieczając mieszkańca przedmieścia a poza tym opowiedzieć krzepiącą historię) – ale na tyle świeże, radosne i uratowane aktorską grą, że nie mdli. a nawet cieszy. Czyli bardzo się podoba, zachwyca i relaksuje – aczkolwiek moim zdaniem dzieło do przetrwania w historii filmu to nie jest.

    a co do INTUICJI głównego bohatera o której pisałaś – to na moje oko – to żadna intuicja a głęboka znajomość własnych potrzeb. Nie chciała etatowego pracownika, chciał kogoś kto przełamie schemat a poza tym chciał kogoś komu też może coś dać. To bardzo potrzebne do życia. I zwyczajnie zaryzykował. Zresztą pytanie CZYM – przy tych wszystkich ludziach w domu :)

  4. ds:
    hehe popatrz nawet nie wiedzialam. W oryginale po raz pierwszy przeczytalam jego ksiazke gdzies tak z 5 lat temu i zdziwilam sie potwornie. Potem nastepna, potem juz tylko sobie porownywalam co lepsze fragmenty i do takiego wniosku wlasnie doszlam :)

  5. Właśnie czytam Prawdę.
    Właściwie po Piekle pocztowym, Świecie finansjery i Łups czuję się w Ankh-Morpork jak w domu.

  6. Marketa, chwalipięta!

    Futrzak, akurat to popularna opinia. Muszę kiedyś przeczytać w końcu w oryginale i sama zobaczyć.

  7. To ja powiem rzecz byc moze niepopularna. Generalnie nie jestem zwolennikiem czytania w kolko o tym samym, ale musze powiedziec, ze Pratchett w wersji polskiej jest ZNACZNIE LEPSZYM pisarzem, niz po angielsku. Dzieki tlumczowi wlasnie i to od strony czysto jezykowej, nie wnikajac juz w ogole w tresc.