DS magazine
Bertrand Russell
Ludzie
Ludzie, którzy wyłażą mi przed maskę niczym te święte krowy, w chwili gdy już dla mnie zapala się zielone, a oni mi wyłażą przed maskę, ponieważ koniecznie muszą iść na skróty, gdyż do pasów mają aż 40 metrów, a poza tym na pasach mają czerwone światło, i w ten sposób wylazłszy przed maskę nie pozwalają mi ruszyć wtedy, kiedy mogłabym, więc nie zdążam na MOIM zielonym świetle przejechać i musze czekać kolejne pięć minut na czerwonym, bo to jest wyjątkowo długie czerwone światło... Ci ludzie otóż niech zaczną się teraz spodziewać, że ja będę do nich strzelać. Uprzedzam lojalnie. I będę celować w te ich głowy, a one będą pękać z suchym trzaskiem jak gałęzie, a wysypywać się będą z nich wyłącznie trociny i błoto. Ot co.

( 09:46:39)  

---


Może...
Ja się chyba starzeję. Wniosek wyciągam z tego, że przeczytałam ostatnio trzy książki i wszystkie podobały mi się co najwyżej średnio albo i wcale. Fabera "Ewangelia ognia" podobała mi się średnio, ponieważ uważam, że stać go na więcej, co zasadniczo jest najobrzydliwszym możliwym rodzajem krytyki i jest kompletnie bez sensu, ale nic nie poradzę na to, że tym razem naprawdę tak uważam. To jest niewielka satyra, opowieść o tym co by było, gdyby ktoś odnalazł prawdziwą ewangelię, napisaną po aramejsku przez naocznego świadka życia i śmierci Jezusa. Najzabawniejszymi fragmentami tej książki są recenzje czytelników tej nowej ewangelii umieszczone na Amazonie, które i Państwo i ja mogliby napisać mając akurat przypływ weny na jakimś nudnym zebraniu. A w ogóle to takie rzeczy się pisywało w liceum, kiedy to jeszcze wprawdzie nie było Amazona, ale apokryficzne recenzje już były. Poza wszystkim innym to istnieje książka Gore Vidala "Na żywo z Golgoty", która dzieło Fabera przewyższa we wszystkich możliwych aspektach. Może gdybym jej nie czytała...

Masłowskiej "Między nami dobrze jest" też podobało mi się co najwyżej średnio, ale można się upierać, że jest to sztuka, więc z natury swojej nieprzeznaczona do czytania (a Beckett? A Becketta się da!). W każdym razie na samym wyczuciu językowym niewiele da się zbudować i nie widzę tam nic odkrywczego. Ubawił mnie wprawdzie reżyser kręcący film o tym, jak to chłopak spotyka głuchoniemą i niewidomą, lecz całkiem do rzeczy wyglądającą dziewczynę, bo to chyba nieprzypadkowa aluzja do gniota wszech czasów wykonanego przez niejakiego Janusza Leona (niech jego nazwisko zostanie zapomniane na wieki wieków), a wyśmiewania się z tego nigdy dość; ale to też było na czasie jakieś 10 lat temu. W każdym razie sztuka powstała na zamówienie, i tak właśnie wygląda - jak coś pisanego na zamówienie. Może na scenie wygląda lepiej...

Trochę głupio mi się przyznać, że właściwie nie znam prozy Doroty Terakowskiej, która była bardzo ceniona przynajmniej jako autorka fantastycznych powieści dla dzieci, a ja trafiłam kiedyś na jej eseje, które mnie zachwyciły. Niestety powieść "Poczwarka" odrzuciła mnie już pierwszym akapitem, ale uparłam się i przeczytałam do końca, a teraz żałuję. Trochę wprawdzie głupio jest napisać, że wyciskająca łzy z oczu książka o ciężko upośledzonym dziecku z Downem jest niedobra, ale przecież nie będę kłamać. Cała ta historia, jak to dziecko widzi Boga i pomaga Mu stwarzać światy mogłaby być urocza, gdyby nie była tak strasznie nachalna i dosłowna, i gdyby nie naprawdę okropne zakończenie. Może uwierzyłabym, że o upośledzonych dzieciach nie da się inaczej napisać, gdybym nie czytała "Celi" Anny Sobolewskiej...

( 15:06:27)  

---


Aïd el-Kebir
Mój współpracownik muzułmanin przed lunchem beztrosko oznajmił, że w przyszłym tygodniu weźmie pewnie dzień wolny, bo ma święto Aïd el-Kebir.
- A jak to obchodzicie? - zainteresowałam się niebacznie, choć kątem umysłu przeczuwałam, jaka może być odpowiedź.
- Podrzynamy gardło baranowi - wyjaśnił równie swobodnie, a mnie zatkało. Słyszałam już o tym, ale miałam nadzieję, że to jakaś przenośnia, tak jak w kościele katolickim komunia niekoniecznie oznacza łykanie czyjegoś ciała.
- Ale że co, żywemu baranowi? I gdzie wy to robicie? - dopytywałam się nieostrożnie, nadal chyba w nadziei usłyszenia czegoś kojącego o symbolu barana, albo o baranie z cukru...
- Oczywiście, że żywemu. Tylko że we Francji w domach nie wolno tego robić. - odparł, a ja westchnęłam z ulgą, trochę za szybko, bo ciągnął - W tym roku można iść do Carrefoura, wybrać barana, zapłacić, i oni podrzynają mu gardło, a potem dają mięso...
Jak już odzyskałam dech, zapytałam z lekką zgrozą
- I ty na to PATRZYSZ?!
- Nie, ja nie - zapewnił mnie błyskawicznie mój sympatyczny kolega - ja tylko raz na to patrzyłem i już więcej nie.
Znów odetchnęłam z ulgą, a on znów kontynuował
- Ale w Indiach jest tradycja, że jak się urodzi dziewczynka, to się ofiarowuje jednego barana, a jak chłopiec to dwa. Więc jak się urodziła moja córka i pojechałem do Indii, to moi rodzice nalegali na ofiarowanie. I ja jako ojciec musiałem podawać nóż temu, kto dokonywał ofiarowania, więc musiałem przy tym być...
- O ile dobrze pamiętam, właśnie oczekujesz chłopca... - zauważyłam słabo, a on się nie wiadomo czemu ucieszył. W sumie to tylko kwestia podania noża, nieprawdaż.
 

( 14:12:45)  

---


Wśród Indian
Gdyby nie napisały o tych książkach co najmniej trzy osoby (w tym najpierw mignona, potem małgośka), których za kryptofanki tego pana nie mogę nijak uznać, to w życiu bym po książki Cejrowskiego nie sięgnęła. Ale napisały i zachwaliły, więc przeczytałam i ja, a teraz muszę przyznać, że miały rację. Nieważne jak bardzo się Cejrowskiego poglądów nie lubi, nie można uczciwie powiedzieć, że to się nie nadaje do czytania. Zaczęłam od "Rio Anaconda", bo mi pierwsza wpadła w rękę. Do połowy czyta się świetnie, potem chyba mu juz zabrakło tematów, bo pod koniec trochę za bardzo bredzi na temat magicznych zdolności szamana i porozumiewania się z nim bez słów, co mnie znudziło straszliwie. "Gringo wśród dzikich plemion" jest natomiast świetny bez żadnych zastrzeżeń. Chyba najbardziej mnie zaskoczyło, że lubi Pratchetta i otwarcie się do tego przyznaje (osoby o szeroko pojętych poglądach prawicowych raczej za nim nie przepadają), oraz jest to chyba jedyna osoba, której się od czasu do czasu udają bon-moty a la Pratchett. Poza tym ma zwichrowane poczucie humoru w moim typie, i nic na to nie poradzę. Zresztą, lubienie lubieniem, wszystko jest względne, natomiast z całą pewnością nie da się nie szanować faceta, który jadł te żywe pędraki, otwarcie pisze o swoim strachu oraz o tych dzikich Indianach pisze ze szczerym szacunkiem.

( 10:24:39)  

---


Eurostar!
Szalenie mnie bawi, gdy w radiu się reklamuje Eurostar - pociąg do Londynu jeżdżący przez tunel pod kanałem La Manche. Z okazji swojego 15-lecia działalności w następujący sposób zachęca on do korzystania ze swych usług: dzwoni telefon, ktoś odbiera po francusku i słyszy wypowiedziane po angielsku rozmaite zachęty, na przykład "cześć tu Kate, przyjedź szybko do nas do Londynu, jest tu mnóstwo fajnych dziewczyn! ". Odbierający Francuz na to się płoszy, duka że on nie bardzo po angielsku, tu włącza się meritum o zniżkach na Eurostar, a na zakończenie mamy radosne "Eurostar!" z akcentem angielskim i spłoszone francuskie "Quoi?" ("Co?"). Bardzo mnie bawi to granie na stereotypie, że Francuzi angielskiego nie znają i się boją, które już parokrotnie w podobnym kontekście tutaj widziałam. W Polsce podejście do języków obcych jest jednak chyba zupełnie inne.

A czy jest to faktycznie stereotyp - przypomina mi się tutaj, jak całkiem niedawno przy lunchu gadaliśmy o filmach, i hinduskiego mojego kolegę z ciekawości zagadnęłam, czy ogląda dvd po angielsku czy francusku. Odparł, że teraz już się zmusza wyłącznie po francusku, żeby trenować język, na co wyraziłam podziw i zgodnie z prawdą przyznałam się, że ja ciągle wybieram filmy w wersji angielskiej, bo mi się nadal zdaje, że po francusku nie rozumiem... Miał to być półżart, ale mój szef zareagował w sposób zupełnie dla mnie nieoczekiwany, rzekł mianowicie
- A bo TY TEŻ znasz angielski?!
Nie popełnijcie mojego błędu i nie wpędźcie swojego szefa niechcący w kompleksy.

( 14:35:18)  

---


Nad Kanałem
W weekend postanowiłam zobaczyć, jak w listopadzie wygląda morze. Otóż jest turkusowo-szare, mewy nad nim niespokojnie latają i gniewnie krzyczą na nielicznych spacerowiczów, leży masa muszelek, których nikt nie zbiera, po mokrym i twardym piasku gładko suną koła wózka, ślad podchodzi wodą, a mój syn spacer po plaży głównie przespał. Kiedy się obudził, masę wody i szum morza przyjął dość obojętnie. Ja mniej, zachwycona widokiem za każdym razem inaczej łamiących się fal, oraz tym, że nie pada, choć zimno było i bardzo wietrznie. Obejrzałam sobie Boulogne-sur-mer oraz Calais, jedno z tych miast, przez które turyści zazwyczaj tylko przejeżdżają, i pewnie nikt nie ogląda ichniego ratusza, który jakoś skojarzył mi się z wrocławskim Urzędem Wojewódzkim, rozmiarem przynajmniej, bo z urody nieco jest inny. Port jest tam olbrzymi i nastraja marzycielsko, jeśli ktoś ma taki stosunek do portów jak ja. A w Boulogne-sur-mer i sąsiednich miasteczkach pełno jest bunkrów na terenach prywatnych, obok nich spokojnie pasą się owce i krowy. Do jedzenia oczywiście i banalnie (za to jak smacznie) świeże mule, a nad A16 są kładki dla pieszych ozdobione rzeźbami wyglądającymi jak gigantyczne origami, a przedstawiającymi różnych sportowców, i długo szukałam w języku polskim odpowiedniego określenia na gracza w golfa. Wygląda na to, że poprawnie jest "golfista", gdyby kogoś to też dręczyło.

( 12:10:35)  

---


Ankieta na weekend
Bez żadnego podtekstu, tak mi przyszło do głowy. Ile Państwo wyjmują z bankomatu bez szczególnego celu - ot tak, żeby mieć coś w portfelu? Stała kwota czy widełki, czy zależy od stanu konta, czy może w ogóle bez konkretnego celu się nie wyjmuje i płaci tylko kartą?

( 12:23:37)  

---


Facetka
Słucham sobie ostatnio przed zaśnięciem audiobooka, mianowicie "Depozytu" Chmielewskiej, bo to tak w sam raz na przed snem. Miła, lekka, przyjemna i naciągana, jak to Chmielewska, ale ja nie o tym. To jest dość nowa książka, 10 lat ma raptem, i straszliwie mnie zdumiało używanie w niej słowa "facetka". Wyraz kojarzy mi się wyłącznie z moim wujkiem lat 74, który je z upodobaniem stosuje. Żeby nie było wątpliwości, określenia "facet" używam osobiście (aczkolwiek bardzo możliwe, że niekoniecznie jest ono na czasie), natomiast wersja żeńska brzmi mi anachronicznie do bólu zębów. Pytanie wobec tego mam następujące: czy to tylko mnie słowo jakoś nie brzmi, czy to jest bardziej ogólne odczucie? A może w ogóle kwestia regionalna?

( 15:08:03)  

---


Różnica kulturowa
To jest dość szczególne uczucie, kiedy przy lunchu nagle się dowiadujecie
- Bo wiesz, Hitler popełnił samobójstwo!
"A królowa Bona umarła" miałam na końcu języka, ale się powstrzymałam i odrzekłam uprzejmie
- Wiem. Mnie tego w szkole uczono. Wiele razy...
- Naprawdę? - szczerze zdumiał się interlokutor - A ja się tego dowiedziałem dopiero teraz, jak oglądałem "Valkyrie"...
Szczegóły wojny zwanej dumnie światową są jak widać znane może w Europie i Ameryce, ale w Indiach już niekoniecznie. Co daje trochę do myślenia zważywszy, że jeszcze za naszego życia to Indie i Chiny mają stać się dominującymi państwami świata.


( 09:31:21)  

---


Najtwardsza kobieta świata?
Teściowa mojej siostry ma złamaną rękę. Wedle relacji mojej siostry "Koleś w pociągu jej złamał, jak jechała na groby do Gliwic. Zabrała ją w Katowicach karetka, wsadziła rękę w gips, dała lekarstwa przeciwbólowe, a ona złapała następny pociąg do Gliwic i pojechała na groby." Dodam, że lat ma skończone już jakiś czas temu 70, i może tylko dlatego tak zaniemówiłam nad tym mailem...

( 14:06:43)  

---



Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Listopad
A kocica
Warszawski spleen
Odwodnik
Ikar
Tuv
Vestigia i Syn
Malutka Laura
Kamenari
Tillsammans
Wężon
Towary mieszane
Idiomka
Sirenqua
Kwoka w dolinie
Paradowska
Issue
Pierwszy rok
Zielone oczy
Małgośka
Nie zatonie
Helena
Radziecki i Syn
Mignona
Aptekarka i Syn
Szyper
Ptasia grypa
Trochę jedzenia
Mama grzdyla
Dzieci Thei
Thea niejadek
Laska
Bąkowa mama
Matka Polka
Świat teściowej
Gogenzola
Żona doskonała
Uczy polskiego
Lumpiata
Zimno i Troje
Ola
Hania
Barbarella
Zupka
Obrażeni

Prasa zagraniczna
Dora2
Stardust
Ukraina
BuenosAires
Nowojorskie gadanie
Emigracyjny
Aga emigrantka
Z Kalifornii na żywo
Thernity
Sistermoon
Dudla

Pożółkłe kartki
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Femme
Żydóweczka
Józefina
Wawrzyniec P.
Snafu
Khem
Boi się pająków
Shent
Działa, nie działa
Matylda
Stara panna
100%
Matka jego dziecka
Cashew

Magazyny ilustrowane
Pokropka
Submachiny
Pumba i Tymon
Krysie: reaktywacja
Kotecki
Ouverture Facile
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Krysia i inne
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne